Choć ostatnio słomiany zapał w ogóle mną zawładnął. Na przykład na wczoraj miałam tyle zaplanowane!
- Cosobotnie pacykowanie ryja i zrzucanie zbędnego owłosienia (akurat ryjowi bardziej przydałaby się wizyta u ginekologa i dermatologa, bo przysięgam, że po rzuceniu hormonów wyglądam katastrofalnie, a na widok lewego policzka mam ochotę założyć sobie papierową torbę na łeb)
- Kontynuowanie systematycznego powrotu do nauki szwedzkiego (bo szkoda, żeby kurs na supermemo się marnował, bo, kurwa, chcę pogadać w Poznaniu z Wikingami z Amon Amarth w ich rodzimym języku!)
- Znalezienie parę fajnych pomysłów na prac-obiadki na przyszły tydzień (w ramach zrzucania zimowego sadła, które w ogóle się nie przydało z racji łagodnej zimy, a owy zapas osiągnął takie wartości, że zapłakałam nad wagą)
- Przeczytanie choć jednego artykułu z Edge'a (kurwa, kupić zagraniczną gazetę o grach za 5 dych i jeno trzymać ją w plecaku...)
- Niemożliwie długi spacer na drugi koniec miasta za porządną szczotą do kociego futra (też w ramach zrzucania zimowego sadła, poza tym ile ja wczoraj wyjęłam futra z Buraka!)
- Zrobienie paru głupkowatych zdjęć mojemu Dalekowi, jak już będę na tym spacerze (bo choć mój Dalek z racji mizernych rozmiarów wygląda jak retard, to i tak jest mega zajebisty i zasługuje na fejsbuczkowy folder "The Adventures of a Dalek"!)
- Pozszywanie kieszeni w krótkich spodniach (nigdy w życiu nie zgubiłam kluczy, a rozmiary dziur w kieszeniach sugerują, że ten stan rzeczy może się rychło zmienić)
- Uzupełnienie muzycznego folderu o wiele mówiącej nazwie "Różne" o parę perełek (co się stało z moim zapasem ulubionych piosenek Slipknota i Oomph?!)
- Ogarnięcie kolejnych sezonów South Parka (ponieważ według Geeka gra zyskuje na zajebistości, jeśli wyłapie się te wszystkie smaczki z serialu, a przecież Geekowi trzeba wierzyć)
Tymczasem słomiany zapał powiedział LOL NOPE i sobotę spędziłam na oglądaniu czwartej serii z Dziesiątym, ponieważ Doktor Donna <3
Dzisiaj lepiej nie będzie, bo umówmy się, nie porzuca się Dziesiątego w trakcie sezonu. A jak jeszcze pomyślę o tych sezonach z Jedenastym i Pondami... No i Dziewiąty jest jakiś taki niedoceniany, też wypadałoby mu dotrzymać towarzystwa.
Walka zdrowego rozsądku i chęci ogarnięcia się z Whovianismem, ciężkie te moje życie, no.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz