18 sierpnia 2013

Dołączyłam do grona tych nieszczęśnic, które rano muszą wstać wyjątkowo wcześniej w celu umycia kudłów, żeby w ciągu dnia wyglądać jak człowiek.

Uroki przetłuszczających się włosów, by je szlag. Do tej pory myłam je przed spaniem, ale na następny dzień rano i tak wyglądałam, jakbym włosów nie myła wcale, przez co zaczęłam popadać w mini depresję. Więc chuj tam, wstawanie 30 min wcześniej nie jest wielką ceną za dobre samopoczucie w ciągu dnia i brak chęci łażenia z papierową torbą na łbie.

Pani matka postanowiła mnie wspomóc w walce z moimi problematycznymi piórami, więc kupiła mi szampon i odżywkę z Radicala. Szampon pokrzywowy, który włosy mi przesusza i niemiłosiernie je kołtuni, przez co później wyrywam sobie skalpy, żeby w ogóle się rozczesać oraz odżywkę ponoć wzmacniającą, wypakowaną silikonami i kompletnie nie ułatwiającą rozczesywania.

Czyli dwa produkty, na które nawet bym nie łypnęła w drogerii, bo zupełnie nie są dla mnie. Thanks, mom!

Dla szamponu akurat jest nadzieja, wystarczy, że będę go stosować razem z moją ukochaną odżywką z Alterry, ale na odżywkę Radicala nie mam żadnego pomysłu. Nawet pompkę ma jakąś do dupy, ciężko się ją używa, więc póki co walczę ze sobą, żeby tego dziadostwa nie posłać do śmieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz