27 sierpnia 2013

Po mniej więcej tygodniu szkolenia z procesów, którymi mam się zajmować stwierdziłam, że najlepiej by mi się uczyło na jakichś wrednych przypadkach, bo ileż można robić jakieś banały. No, to pokarało mnie. Program wypluwał dzisiaj takie śmieci, że nawet szkoląca mnie i Janka Owieczka wybałuszała oczki.

Natomiast o stanie naszych umysłów po niemal całym dniu jebania się z paskudztwem świadczy pewna burza mózgów, którą odbyliśmy nad listem do klienta. Owieczka zacwaniakowała mondrym słowem "therefore", które w trójeczkę uparcie wymawialiśmy jako "terefere" mając z tego fchuj dużo radości. Kolega wówczas klikający kulturalnie nie patrzył na nas jak na niespełna rozumu.

A propos wyżej wymienionego kolegi. Ziomek co prawda całkiem sympatyczny, ale łysawy mięśniak, więc ABSOLUTNIE nie w moim typie, co nie przeszkadza mojemu pozwiązkowowemu, skretyniałemu od huśtawki hormonalnej umysłowi podsuwać mi myśli typu "a może by tak kolegę zbałamucić w pracowniczej toalecie? albo dać się zbałamucić?...". Dzięki, mózgu, za udowadnianie mi, że trza mi chłopa, kurwa mać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz