27 sierpnia 2013

A więc okazuje się, że w klimatyzowanych (lub nie) biurach bardzo łatwo o wirusową mini-epidemię.

Całkiem zdrowa Diablica została oddelegowana piętro wyżej na dwie godzinki. Piętro wyżej nie było paru osób z powodu chorobowego, z kolei kilka innych osób wyglądało podejrzanie. Półtora godziny przed końcem pracy chwaliliśmy bladość lica Diablicy (nie)dyskretnie sugerując jej ewakuację do lekarza. Wybiła godzina robimy-wypad-z-tego-domu-wariatów, sąsiad Diablicy pociąga nosem.

Znam swój organizm i wiem jak to może się skończyć. Widział ktoś mój Rutinoscorbin?

1 komentarz:

  1. No ale przecież! Klimatyzowane budynki są bardziej narażone na epidemie niż te bez klimy. Tylko dlatego, że na długo nie wymienianych filtrach rosną całe kolonie i potem pracownicy padają jak muchy na legionellozę przykładowo.

    OdpowiedzUsuń