A więc okazuje się, że w klimatyzowanych (lub nie) biurach bardzo łatwo o wirusową mini-epidemię.
Całkiem zdrowa Diablica została oddelegowana piętro wyżej na dwie godzinki. Piętro wyżej nie było paru osób z powodu chorobowego, z kolei kilka innych osób wyglądało podejrzanie. Półtora godziny przed końcem pracy chwaliliśmy bladość lica Diablicy (nie)dyskretnie sugerując jej ewakuację do lekarza. Wybiła godzina robimy-wypad-z-tego-domu-wariatów, sąsiad Diablicy pociąga nosem.
Znam swój organizm i wiem jak to może się skończyć. Widział ktoś mój Rutinoscorbin?
No ale przecież! Klimatyzowane budynki są bardziej narażone na epidemie niż te bez klimy. Tylko dlatego, że na długo nie wymienianych filtrach rosną całe kolonie i potem pracownicy padają jak muchy na legionellozę przykładowo.
OdpowiedzUsuń