Do pracy przychodzę z uśmiechem na pysku, z pracy wychodzę z uśmiechem na pysku.
Robię to, co chciałam i to, co lubię, jestem z tego powodu zadowolona, w związku z czym czuję się jakbym wylądowała w jakimś równoległym uniwersum, no bo co to ma znaczyć - nie mieć powodów do narzekania na swoją pracę? Ale jak to? Toż to się nie godzi!
A ja naprawdę nie mam na co narzekać. No dobra, wstawanie przed 6:00 jest jakimś tam minusem, ale chyba po raz pierwszy w życiu nie jestem przerażona poniedziałkami. Niesamowite uczucie, serio.
Z innych, drobniejszych wieści, to chyba na Sympatii znalazłam kolegę z pracy. Kinda awkward. Znaczy wydawałby się interesującą cholerą gdyby nie fakt, że na treningu często poprawialiśmy po nim konta. Minus za niedbalstwo, panie kolego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz