31 stycznia 2014

Prac-perełki. Kurwa, tyle razy chciałam je spisać i zapał traciłam ledwie wracałam do domu. A teraz nawet nie wiem, od czego mam zacząć! Od Lesia? Od Smerfnej Loży Szyderców? Od Haliny? No za dużo tego! Raz, że większość wyleciała z głowy, dwa, że codziennie spisałabym kilka, gdyby nie to, że w pewnej chwili orientuję się, że już nawet nie wiem, z czego pochlipuję ze śmiechu w klawiaturę.

Więc pierwsze, co przychodzi do głowy. Choć ciężko bez małego wstępniaka... Bo każda komedia, czy inny dramat współczesny, ma swoich głównych bohaterów, nie? A mój chichot powodują najczęściej niżej (w sumie to i wyżej) wymienieni:

Lesio - geek, nasz ex-super-specjalista, obecnie w innym zespole, ale dziad i tak nam głowę zawraca.

Smerfna Loża Szyderców - umiejscowiona na przeciwko mojego biureczka, składająca się ze Smerfa Marudy i Smerfa Złośliwca; prawdziwa kopalnia perełek, choć większość mnie omija z racji bycia oddzieloną o nich box-ścianką.

So let's get on with it!

Kontrola jakości przerobionych kont? Proszę bardzo!

Maruda: From_, masz...
Złośliwiec <wcinając się>: ... Przejebane!
Maruda: ... Chwilę?

Poważna dyskusja nad jakimś kontem? Opracowywanie planu działania? Codziennie!

Lesio: Trzeba zrobić to, to i to, więc co się należy klientowi?
Maruda: Wpierdol.
Lesio: ... A później?
Maruda: Dokładka.

Lesio: Syna nazwę po postaci.
Maruda: Po której?
Lesio: Nie wiem. A córkę nazwę Raszpla.
Maruda: Albo Amfibia.

Szczyty wyrafinowanego dowcipu osiągamy w okolicach 15:00.

Lesio: Kittie, gdzie idziesz?
Kittie <na odczepnego>: Srać.

Już nie muszę nawet wspominać, że na co dzień Kittie jest opanowaną, poważną i kulturalną koleżanką?

I Pyszczek, ach, Pyszczek!

Należący do wymierającego gatunku dżentelmenów. Kulturalny, pomocny, zawsze, and I mean ZAWSZE przepuszcza kobiety w drzwiach, które zresztą sam przed nimi otwiera. Nad jego manierami mogłabym piać z zachwytu jeszcze długo, naprawdę.

Soł, mijający tydzień, ostatnia przerwa, stoimy z Diablicą w szatni, ubieramy się, coby skoczyć na ostatnie dokarmienie raka. Do szatni wkracza Pyszczek, omija mnie ("O, przepraszam!"), by wejść do salki z piłkarzykami. Facetów, którzy już się tam znajdowali, przywitał głośnym "CO JEST, KURWA?!". Jak długo tam z Diablicą pracujemy, tak jeszcze nigdy nie wybuchnęłyśmy TAK głośnym śmiechem. Myślę, że całe piętro nas słyszało.

Było tego więcej, oczywiście, że było. Spisywać, umieszczać tutaj dla potomności - that's a must!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz