4 lutego 2014

Malina napisała mi tak piękny manual trasy z warszawskiego PKSu do jej hostelu, że jeśli jednak zgubię się po drodze, to będzie to oznaczało, że już nie ma dla mnie nadziei i na zawsze pozostanę retardem bez orientacji w terenie.

Staram się pocieszać faktem, że przecież przeżyłam Kraków, ale kurwa, nawet z planem miasta w ręce czułam się cholernie zagubiona. Pewnie dlatego, że wędrowałam sama. A że wędrowałam sama, to i zerkałam na tę jebaną mapę nawet na prostych odcinkach drogi, co i tak nie uchroniło mnie przed zgłupieniem po wyjściu z zupełnie prostego przejścia podziemnego.

Teraz nie będę miała planu miasta. Będę miała jeno wskazówki długopisem pisane na kartce papieru. Ale później i Malinę, więc MUSI być dobrze.

I OMUJBORZE, CZWARTU, NAKURWIAJ, TAK STRASZNIE CIĘ POTRZEBUJĘ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz