Przez króciutką chwilę zrobiło mi się jakoś tak diablo szczęśliwie i cieplutko na serduszku. I nawet nie wiem, dlaczego.
Bo książka zaskakująco dobrze się skończyła?
Bo dumnie wyglądający stosik książek Jo Nesbo?
Bo jutro do pracy, do najukochańszej team liderki na świecie?
Bo przepięknie szykujący się Folk Fest w listopadzie?
Bo w sobotę cholernie interesująca impreza, z Pigułą i Szwagrem, i prawdopodobnie z towarzystwem, z którym MOŻE się poukłada?
Bo ten asymptotycznie idealny facet, Ponury, po prostu JEST i ma swoje miejsce na ziemi?
Bo te dwa przypały z randkowej części internetów są, po prostu, choć daleko?
Bo whoviański folder napełniony poznańskimi zdjęciami Daleka?
Bo... nie wiem, no. Ot, taki promyk po, nie wiedzieć czemu, dość przygnębiającym dniu. Jak ten radosny trel pojedynczego ptaszka dochodzący z pobliskiego parku w pochmurne dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz