Abstrakcja dnia - wydzwanianie do angielskiego szpitala w poszukiwaniu Najstarszego w moim wykonaniu. Bo dziad nie dawał znaku życia od wczoraj, nie raczył odpisywać rodzicom na smsy, więc rodzicom zaczęła się załączać letka panika. Z letkiej paniki zrobiła się ciut większa, kiedy po 20 min. na telefonie dowiedziałam się, że Najstarszego ani nie ma w szpitalu, do którego się dodzwoniłam, ani w systemie innego szpitala. Kiedy pan ojciec zaczął obliczać, ile będzie go kosztować dzwonienie po kolejnych szpitalach, Najstarszy wreszcie raczył się odezwać. Z jego smsa wynikało, że czuje się naprawdę dobrze, skoro udało mu się urwać z oddziału dwa razy w poszukiwaniu fajek, z mizernym skutkiem.
Kurwa, dwa tygodnie po zawale, przytomność odzyskał ledwie parę dni temu i już za fajkami biega, no ja pierdolę! Kretyn jeden.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz