29 października 2013

W głowie mi się nie mieści jaką jestem ofiarą. Najwyraźniej nie istnieje praca, w której nie dorobiłabym się nowej kontuzji.

Carrefour - nadwyrężyłam sobie kolano, do tej pory działa jako najgłośniejszy barometr.

Mamut - nadwyrężyłam sobie ścięgno w lewej ręce, choć wydaje mi się, że kciuk już mi to wybaczył.

Co można wymyślić w spokojnej pracy biurowej? Nadwyrężenie nerwu w lewym łokciu od opierania się na tymże, co obecnie powoduje mrowienie w małym i serdecznym palcu oraz niekontrolowane podrygiwanie kciuka. W łokciu w sumie też mi niewygodnie, jakby coś piekło.

Wujek Gugiel rozwiał przede mną bardzo nieciekawe wizje, więc jutro mam zamiar dowiedzieć się, jak właściwie korzysta się z tej mojej prywatnej opieki lekarskiej, którą zagwarantowało mi prac-miejsce. Bo mam takie poczucie, że żarty się skończyły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz