29 września 2014

Miesiąc obsesyjnych myśli, którymi potrafię całkiem zacnie doprowadzić się do rozpaczy.



Bo o ślubie Żaby dowiedziałam się od naszej wspólnej znajomej fryzjerki, a nie od niej. Dlaczego nie powiedziała mi wcześniej? I kiedy w ogóle miała zamiar mi powiedzieć? Na ślubie nie byłam, nie miałam jak wywinąć się z pracującej soboty. Poza tym szczerze mówiąc... Nawet nie chciałam się wywinąć. Tak, urażona duma, nie będę tego ukrywać. 23 lata znajomości, kupę lat przyjaźni... Poza tym w moim obecnym stanie umysłu nie umiałabym się cieszyć okazją. Raz już przeżyłam ślub czując się podobnie, wiem co mówię.

Ponury z Whovianką. PONURY Z WHOVIANKĄ, PONURY Z WHOVIANKĄ. Osobno ich uwielbiam, ale ONI RAZEM. Na samą myśl mam ochotę wyrzygać własne wnętrzności.

Dlaczego Dun potrafi ze mną rozmawiać tylko o tym, co by ze mną robił w łóżku? Znaczy wychodzi z założenia, że do niczego innego się nie nadaję? Że po raz drugi na niego polecę i rozłożę przed nim nogi? Fakt, mam do niego słabość, ale, cholera, drugi raz nie będę taka naiwna. Chyba, kurwa, nie wiem. No dobra, wiem, że zasługuję na więcej zainteresowania. I stosownie bym się odwdzięczyła. Za kogo on mnie ma, że tego nie widzi?

I chyba muszę być fpizdu nudna na żywo, skoro internetowo facet się mną zachwyca, a po spotkaniu się ze mną kontakt magicznie się urywa. Że musisz pisać pracę magisterską i gonią Cię terminy... Nie no, jasne, rozumiem, ale... ALE ALE ALE. Ale zostawiłeś mnie w klubie bez pożegnania. W Twoim mieście, dla mnie obcym. Tak ciężko uwierzyć, że można nie posiadać orientacji w terenie nawet trzymając plan miasta w łapkach? Nie każdy jest równie towarzyski co Ty, choć tym rzeczywiście nie miałam okazji się pochwalić...



Z cyklu: myśli, które szaleją mi pod kopułą, kiedy kładę się spać. I rozważam, i tworzę nowe scenariusze, i nie odpuszczam, nie daję sobie spokoju. I zasypiam diablo podminowana, w najgorszym wypadku z łzami w oczach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz