Są takie chwile w moim prac-życiu, że najchętniej wykąpałabym się w krwi Anglików.
Dziś był taki dzień.
Zafundowali nam taki burdel na kółkach, że to jest niemal piękne.
Ale to chyba taki ból pracowania w firmie outsourcingowej. My koło naszego Pana i Władcy musimy na paluszkach, tymczasem jak Pan i Władca sam coś napierdoli, to usłyszymy co najwyżej "whoopsie!".
Generalnie to nie chcę być bezczelna czy coś, ale jutro chyba zaniosę sobie do pracy książeczkę z sudoku, tak na wszelki wypadek...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz